Wpis

niedziela, 01 października 2017

Nie zawsze łaskawe koleje losu

Nawiązując do wcześniejszego mojego  posta...

Umarła matka 17-letniej córki a moja ulubiona sąsiadka. Można by wiele tutaj  powiedzieć o żle zdiagnozowanej chorobie i tragicznych w skutkach leczeniu.   Pojechałam na jej pogrzeb (chciała być pochowana w rodzinnym mieście na prochach jej zmarłego męża tragicznie zginącego w kopalni...).   Jej córka prawie nie kontaktowała...co chwilę mdlejąc. Obecny lekarz załamywał ręce.  Gdy spuszczano trumnę... odpłynęła na dłuższy czas. 

Osierocona,  została sama w dużym mieszkaniu.  Trudno nawet wyobrazić sobie co wówczas przeżywała. Nawet ze mną pomimo prób nie chciała rozmawiać chociaż byłyśmy blisko. 

Obecny jej partner po roku doprowadził do szybkiego ślubu.  Wyglądała pięknie ale na jej twarzy trudno było zauważyć szczęście...owszem była  pogodna, uśmiechnięta ale z wyraźnym  smutkiem na twarzy.  Wesele odbyło się w ścisłym gronie, w mieszkaniu, bez muzyki, prawie w całkowitej ciszy, w całkowitej zadumie.  

I dobrze uczyniła bo za chwilę wciągnęła ją pierwsza ciąża. Synek pochłonął jej czas. Następnie drugi... Obowiązki nie pozwalały jej  na rozpamiętywanie przeszłości. 

Bóg naznaczając swoją  oblubienicę wpierw ją boleśnie doświadcza by następnie obdarzyć  pięknymi przeżyciami. 

 

Szczegóły wpisu

Tagi:
brak
Autor(ka):
ma163
Czas publikacji:
niedziela, 01 października 2017 17:23

Polecane wpisy

Komentarze

Dodaj komentarz

  • ninelnsg5 napisał(a) komentarz datowany na 2017/10/01 18:33:21:

    Życiowy balans...
    Może tak jest (?!)
    Ale, czy wszyscy doświadczają?
    Chyba nie!

  • ma163 napisał(a) komentarz datowany na 2017/10/01 19:23:04:

    Przede wszystkim tylko osoby "czyste"... w obecnym życiu. Wg mnie.
    Pozostali muszą włożyć wiele trudu by wpierw naprawić zło wyrządzone bliźnim. Odpokutować. A ona może trwać ..i trwać...Któż zna jej granice? To taki wewnętrzny moralny imperatyw.


Dodaj komentarz